Michael
obudził się rano bardzo wypoczęty. No to teraz na śniadanko, pomyślał i ubrał
się. Gdy wyszedł do jadalni podszedł jak zawsze do tego samego stolika. Gospodarz
podał mu jedzenie a on szybko zjadł. Nie mógł się doczekać spotkania z
chłopakiem. Po śniadaniu wypił kubek herbaty i wyszedł. Osiodłał konia i
wyjechał na uliczkę. Ludzie chodzili w każdą stronę zajęci swoimi pracami,
tylko niektórzy spoglądali na genoweńczyka złowieszczo. Czyż mi się dziwić
pomyślał. W pokoju baron już na niego czekał
-Witam,
baronie. Mogę dzisiaj zobaczyć chłopaka?
-Ależ
oczywiście Panie. Już po niego posyłam.
-Niech, więc
tak będzie
- A może
napije się Pan herbaty?
-A, co mi
tam. Kubeczek by nie zawadził.
Baron
uśmiechnął się i krzyknął na swoją pomocnice, aby podała herbaty. Po chwili
herbata stała na stole a oni rozkoszowali się jej smakiem. W tym momencie wszedł
Keren. Był to chłopka niski jednak siły
mu nie brakowało. Widać było, że jest bardzo przestraszony.
- Dzień
dobry. Powiedział przestraszonym głosikiem
Genowenczyk
uśmiechnął się do niego miło i odpowiedział
- Witaj cię.
Ja nazywam się Michael. A ciebie jak zwą?
- Jam jest
Keren. Ale, o co chodzi? Przecież ja nic złego nie zrobiłem!
- Spokojnie.
Nie mam zamiaru nic ci zrobić.
- Ale
przecież genoweńczycy są zabójcami
- Tak. Ale nie zabijamy każdego jak kiedyś. Teraz nie
da się nas wykupić na swoje usługi. Teraz działamy na potrzeby króla.
Keren powoli się uspokoił i odpowiedział
- To, czego
Panie ode mnie żądasz?
- Chciałbym
abyś został moim uczniem
Chłopaka aż
zamurowało. Zostać uczniem genoweńczyka. To wspaniale, nareszcie czegoś się
nauczy
- Z chęcią
się zgodzę, mistrzu
- Nie, nie
mistrzu. Mów mi po prostu Michael. Rozumiesz?
- Tak
- To teraz
idź spakuj swoje najpotrzebniejsze rzeczy zaraz wyjeżdżamy.
- Tak jest.
Odpowiedział ochoczo chłopak
- Przyjdź za godzinę do gospody. Tam mnie znajdziesz.
- Dobrze. Odpowiedział i wybiegł z pokoju szczęśliwy.
Michael odwrócił się do barona i powiedział.
-Nie myślałem, że się tak zachowa
bron uśmiechną się odpowiedział
-Ten chłopak zawsze chciał zostać genoweńczykiem
-Więc myślę, że problemów z nim nie będzie.
-Raczej nie
-Dziękuje za herbatę. Do widzenia
-Do widzenia.
- Dobrze. Odpowiedział i wybiegł z pokoju szczęśliwy.
Michael odwrócił się do barona i powiedział.
-Nie myślałem, że się tak zachowa
bron uśmiechną się odpowiedział
-Ten chłopak zawsze chciał zostać genoweńczykiem
-Więc myślę, że problemów z nim nie będzie.
-Raczej nie
-Dziękuje za herbatę. Do widzenia
-Do widzenia.
Po Godzinie chłopak stał już przed gospodą i czekał na
genoweńczyka. Długo się nie naczekał, bo Michael zaraz wyszedł i zapytał
-To, co jedziemy?
-Z wielką chęcią, ale dokąd?
-Do mojego domu. W końcu gdzieś musimy mieszkać.
Wsiadł na konia i podał chłopakowi swoją rękę, aby go podciągnąć. Po chwili obydwaj siedzieli na koniu. Zaczęli jechać powoli jednak cały czas przyśpieszali. Dojechali do lasu, który dla mieszkańców zamka był nie do przejścia. A jednak tam była ścieżka. Wjechali w nią. Jechali ciemnym przerażającym lasem. Keren nie wiedział skąd się wzięła ta ścieżka. Rozmyślanie zajęło mu prawie godzinę aż w końcu dojechali. Był to mały domek z drewna. Michael powiedział
-Witaj w swoim nowym domu. Chodź pokażę Ci twój pokój.
Zaprowadził go do małego pomieszczenia jednak przytulnego.
-Jak Ci się podoba? Co prawda nie jest zbyt wielki, ale zawsze własny, prawda?
-O tak. A więc co dziś będziemy robić?
-Dziś nic. Masz wolne pozwiedzaj teren. Jeżeli chcesz to najwyżej możesz przynieść drzewa do kominka
-Zaraz się za to zabiorę.
- A więc niech tak będzie.
Gdy Keren się rozpakował, od razu zabrał się za przynoszenie drewna. Gdy naniósł już go pełną kupę skończył. Poszedł pozwiedzać. Za domem była stajnia a kawałek dalej tarcze i manekiny. To pewnie do ćwiczeń pomyślał. Obok domku płynęła mała rzeczka z bardzo czystą wodą. Dużo mógł jeszcze pozwiedzać, ale już się ściemniało a Michael zarządził zbiórkę o 6 nad ranem. Więc poszedł do swojego pokoju i usnął
-To, co jedziemy?
-Z wielką chęcią, ale dokąd?
-Do mojego domu. W końcu gdzieś musimy mieszkać.
Wsiadł na konia i podał chłopakowi swoją rękę, aby go podciągnąć. Po chwili obydwaj siedzieli na koniu. Zaczęli jechać powoli jednak cały czas przyśpieszali. Dojechali do lasu, który dla mieszkańców zamka był nie do przejścia. A jednak tam była ścieżka. Wjechali w nią. Jechali ciemnym przerażającym lasem. Keren nie wiedział skąd się wzięła ta ścieżka. Rozmyślanie zajęło mu prawie godzinę aż w końcu dojechali. Był to mały domek z drewna. Michael powiedział
-Witaj w swoim nowym domu. Chodź pokażę Ci twój pokój.
Zaprowadził go do małego pomieszczenia jednak przytulnego.
-Jak Ci się podoba? Co prawda nie jest zbyt wielki, ale zawsze własny, prawda?
-O tak. A więc co dziś będziemy robić?
-Dziś nic. Masz wolne pozwiedzaj teren. Jeżeli chcesz to najwyżej możesz przynieść drzewa do kominka
-Zaraz się za to zabiorę.
- A więc niech tak będzie.
Gdy Keren się rozpakował, od razu zabrał się za przynoszenie drewna. Gdy naniósł już go pełną kupę skończył. Poszedł pozwiedzać. Za domem była stajnia a kawałek dalej tarcze i manekiny. To pewnie do ćwiczeń pomyślał. Obok domku płynęła mała rzeczka z bardzo czystą wodą. Dużo mógł jeszcze pozwiedzać, ale już się ściemniało a Michael zarządził zbiórkę o 6 nad ranem. Więc poszedł do swojego pokoju i usnął