sobota, 16 lutego 2013

Rozdział 2


Michael obudził się rano bardzo wypoczęty. No to teraz na śniadanko, pomyślał i ubrał się. Gdy wyszedł do jadalni podszedł jak zawsze do tego samego stolika. Gospodarz podał mu jedzenie a on szybko zjadł. Nie mógł się doczekać spotkania z chłopakiem. Po śniadaniu wypił kubek herbaty i wyszedł. Osiodłał konia i wyjechał na uliczkę. Ludzie chodzili w każdą stronę zajęci swoimi pracami, tylko niektórzy spoglądali na genoweńczyka złowieszczo. Czyż mi się dziwić pomyślał. W pokoju baron już na niego czekał
-Witam, baronie. Mogę dzisiaj zobaczyć chłopaka?
-Ależ oczywiście Panie. Już po niego posyłam.
-Niech, więc tak będzie
- A może napije się Pan herbaty?
-A, co mi tam. Kubeczek by nie zawadził.
Baron uśmiechnął się i krzyknął na swoją pomocnice, aby podała herbaty. Po chwili herbata stała na stole a oni rozkoszowali się jej smakiem. W tym momencie wszedł Keren.  Był to chłopka niski jednak siły mu nie brakowało. Widać było, że jest bardzo przestraszony.
- Dzień dobry. Powiedział przestraszonym głosikiem
Genowenczyk uśmiechnął się do niego miło i odpowiedział
- Witaj cię. Ja nazywam się Michael. A ciebie jak zwą?
- Jam jest Keren. Ale, o co chodzi? Przecież ja nic złego nie zrobiłem!
- Spokojnie. Nie mam zamiaru nic ci zrobić.
- Ale przecież genoweńczycy są zabójcami
- Tak.  Ale nie zabijamy każdego jak kiedyś. Teraz nie da się nas wykupić na swoje usługi. Teraz działamy na potrzeby króla.
 Keren powoli się uspokoił i odpowiedział
- To, czego Panie ode mnie żądasz?
- Chciałbym abyś został moim uczniem
Chłopaka aż zamurowało. Zostać uczniem genoweńczyka. To wspaniale, nareszcie czegoś się nauczy
- Z chęcią się zgodzę, mistrzu
- Nie, nie mistrzu. Mów mi po prostu Michael. Rozumiesz?
- Tak
- To teraz idź spakuj swoje najpotrzebniejsze rzeczy zaraz wyjeżdżamy.
- Tak jest. Odpowiedział ochoczo chłopak
- Przyjdź za godzinę do gospody. Tam mnie znajdziesz.
- Dobrze. Odpowiedział i wybiegł z pokoju szczęśliwy.
Michael odwrócił się do barona i powiedział.
-Nie myślałem, że się tak zachowa
bron uśmiechną się odpowiedział
-Ten chłopak zawsze chciał zostać genoweńczykiem
-Więc myślę, że problemów z nim nie będzie.
-Raczej nie
-Dziękuje za herbatę. Do widzenia
-Do widzenia.


Po Godzinie chłopak stał już przed gospodą i czekał na genoweńczyka. Długo się nie naczekał, bo Michael zaraz wyszedł i zapytał
-To, co jedziemy?
-Z wielką chęcią, ale dokąd?
-Do mojego domu. W końcu gdzieś musimy mieszkać.
Wsiadł na konia i podał chłopakowi swoją rękę, aby go podciągnąć. Po chwili obydwaj siedzieli na koniu. Zaczęli jechać powoli jednak cały czas przyśpieszali. Dojechali do lasu, który dla mieszkańców zamka był nie do przejścia. A jednak tam była ścieżka. Wjechali w nią. Jechali ciemnym przerażającym lasem. Keren nie wiedział skąd się wzięła ta ścieżka. Rozmyślanie zajęło mu prawie godzinę aż w końcu dojechali. Był to mały domek z drewna. Michael powiedział
-Witaj w swoim nowym domu. Chodź pokażę Ci twój pokój.
Zaprowadził go do małego pomieszczenia jednak przytulnego.
-Jak Ci się podoba? Co prawda nie jest zbyt wielki, ale zawsze własny, prawda?
-O tak. A więc co dziś będziemy robić?
-Dziś nic. Masz wolne pozwiedzaj teren. Jeżeli chcesz to najwyżej możesz przynieść drzewa do kominka
-Zaraz się za to zabiorę.
- A więc niech tak będzie.
Gdy Keren się rozpakował, od razu zabrał się za przynoszenie drewna. Gdy naniósł już go pełną kupę skończył. Poszedł pozwiedzać. Za domem była stajnia a kawałek dalej tarcze i manekiny. To pewnie do ćwiczeń pomyślał. Obok domku płynęła mała rzeczka z bardzo czystą wodą. Dużo mógł jeszcze pozwiedzać, ale już się ściemniało a Michael zarządził zbiórkę o 6 nad ranem. Więc poszedł do swojego pokoju i usnął
  

Rozdział 1


Ciemna noc. Jeździec z kuszą i i dwoma mieczami zbliżał się do zamku Riven. Strażnik na murach od razu się zaniepokoił i złapał za włócznie stojącą obok. Pośpiesznie zapytał
- Kim jesteś?
Jeździec zsiadł z konia i zdjął kaptur. Oczom strażnika ukazał się mężczyzna  w wieku okołu 25 lat. Z początku go nie  rozpoznał bo była noc, jednak gdy mu się przyjrzał i dostrzegł dziwny czarny
obcisły strój zrozumiał że to genoweńczyk
-Jestem Michael  Genoweńczyk Królestwa Fothus. Przybywam tu bo usłyszałem plotki o pewnym chłopcu który się dobrze maskuje i skrada. Czy mieszka tu taki?
Strażnik przez chwile myślał, jednak po chwili odpowiedział
- Tak mieszka. Same z nim problemy.
Genoweńczyk zdziwił się i zapytał
- Tak a jakie?
-Zakrada się po nocy do strażników i ich straszy. I mnie już kilka razy zaszedł.
Genoweńczyk zaśmiał się głośno
- Coś mi się wydaje że będą z niego ludzie. To więc jak ten chłopak się zwie?
- Ja nie wiem. Nigdy z nim nie rozmawiałem ale niech Pani pojedzie do tutejszego barona on na pewno zna odpowiedź na to pytanie.
Mihael wolał się upewnić i zapytał
-Tak więc mogę wjechać?
- O tak jeżeli ma Pan zamiar nas uwolnić od tego łobuza to bardzo proszę.
Genoweńczyk się zaśmiał i wjechał do zamku żegnając się ze strażnikiem.




Jechał ciemną mroczną uliczką i szukał gospody stwierdziwszy że jest już a późno na składanie wizyty baronowi. W końcu znalazł. Widać było od razu że gospoda jest dobrze utrzymana podjechał do wejścia i
zsiadł z konia. Wszedł do środka. Sala jadalna była prawie pusta z racji bardzo później godziny. podeszedł do stolika w rogu i usiadł. Czekał aż podejdzie do niego gospodarz aby zaproponować mu coś do
jedzenia. W końcu podszedł.
- Poproszę potrawkę z mięsa i podpłomyk.
- Już podaje.
Po chwili na stole już było jedzenie. Zjadł je ze smakiem potem podeszł do gospodarza
- Gospodarzu czy nie masz może wolnych pokojów?
- A owszem Panie, mam
- Chciał bym wziąść jeden na tą noc.
- Ależ oczywiście
- A i jeszcze jedno ktoś musi zająć się mym koniem.
- Już posyłam mojego syna aby się z tym uporał
- Dziękuje
Genoweńczyk rzucił kilka monet na stół a potem został zaprowadzony do pokoju. Chwile później zasnął  po ciężkim dniu.


Obudził się nad ranem słysząc otwieranie drzwi. Odruchowo sięgnął po jeden z mieczy. Szybko się odwrócił  W drzwiach ujrzał gospodarza.Schwał miecz i powiedział.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry Panie. Przepraszam że tak wchodzę ale chciałem tylko powiedzieć że śniadanie już gotowe
Gdy gospodarz wyszedł położył się i zaczął rozmyślać czy chłopka zgodzi się zostać genoweńczykiem.
Rozmyślał jeszcze długo po czym ubrał się zeszedł do jadalni. Zjadł szybkie śniadanie i udał się do barona.
Baron okazał się mężczyzną  około 40. Widać było że jest zaprawiony w boju.
- Witam baronie jestem Michael królewski Genoweńczyk
- Witaj Panie ja nazywam się John
- Słyszałam że w tym zamku przebywa chłopak który umie się dobrze skradać i kryć. Czy to prawda?
- Tak to prawda.Ma na imię Keren i ma 13 lat.
- Mugłbym  go poznać?
- Ależ oczywiście ale dopiero jutro
- Dobrze. A więc do jutra
Po tych słowach wyszedł z pokoju barona i udał się do gospody aby spędzić tam jeszcze jeden dzień.


Przepraszam za błędy które mogą wystąpić jednak nie mam teraz czasu więc będą poprawione dopiero jutro

Witam

Witam wszystkich
Ostatnio czytałem książkę pod tytułem "zwiadowcy". W jednej z tych części ukazują się 3 postacie nazywani Genoweńczykami. Postanowiłem stworzyć opowieść o nich.